Nasz portal korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Więcej informacji

Nasz portal korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies, które pozwalają zwiększać Twoją wygodę. Z plików cookies mogą także korzystać współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Dla Twojej wygody założyliśmy, że zgadzasz się z tym faktem, ale zawsze możesz wyłączyć tę opcję w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci komputera. Więcej informacji można znaleźć na stronie Wszystko o ciasteczkach.

tło
pl|en
Końska dawka emocji!
Menu

Robić to, co się lubi i wygrać Grand National

Fot. Zenon Kisza

Grzegorz Witold Wróblewski jest pierwszym Polakiem, który jako trener wygrał Wielką Pardubicką, najtrudniejszą gonitwę z przeszkodami na świecie.

Swoją przygodę z wyścigami konnymi zaczynał jako jeździec przeszkodowy – wygrał m.in. dwukrotnie Wielką Wrocławską (1983 Doker, 1986 Nil). Równolegle zajął się trenowaniem koni wyścigowych – jego pierwszym rumakiem był kupiony w 1983 r. ze Służewca dwulatek Junga.

- Został sprzedany, bo nie rokował nadziei na sukcesy, tymczasem dla mnie wygrał pięć gonitw... w Szwecji. U nas nie mógł biegać, bo ówczesne przepisy nie pozwalały na starty w kraju koni trenowanych prywatnie, a ja byłem pierwszym prywatnym trenerem w Polsce.

Poważniejsze sukcesy Grzegorz W. Wróblewski zaczął odnosić w gonitwach przeszkodowych. W 1988 r. trafił w jego ręce Chyszów, który zanotował pięć zwycięstw pod rząd: na torach skandynawskich wygrał trzy gonitwy z płotami i jedną z przeszkodami, a w Niemczech płoty rangi Listed. Jako jeden z trzech koni z Europy został zaproszony do Stanów Zjednoczonych, gdzie ścigał się w dwóch największych tamtejszych gonitwach z przeszkodami. W Breeders’ Cup Steeplechase zajął ósme miejsce w 14-konnej stawce i był najlepszy z europejskich koni, w Colonial Cup przybiegł w mocnej stawce piąty.

Później Grzegorz W. Wróblewski miał w swojej stajni klacz Fanti Dancer, która wygrywała gonitwy z płotami i przeszkodami w Polsce, Czechach, Niemczech i Szwecji. We Wrocławiu najpierw odniosła zwycięstwo w Wielkiej Partynickiej (1999), a następnie triumfowała w Wielkiej Wrocławskiej (2001). W Pardubicach wygrała Kristalovy pohar (płoty 1999), a najcenniejsze zwycięstwo zanotowała w Szwecji, gdzie  wygrała Svenskt Grand National (2005).

Kolejnym koniem, jaki przysporzył Grzegorzowi W. Wróblewskiemu sukcesów był Dalfors. Ścigał się głównie we Włoszech, gdzie na początek wygrał w Merano dwie gonitwy z płotami i był drugi w wyścigu płotowym rangi G1 – Gran Siepi Corsa di Milano (2004). Następnie powtórzył triumf Fanti Dancer w Svenskt Grand National (2006) i dorzucił trzy wygrane stiple w Merano.

Największy sukces w dotychczasowej trenerskiej karierze zanotował Grzegorz W. Wróblewski w 2012 r., kiedy jako pierwszy Polak wygrał Wielką Pardubicką. Trenowana przez niego klacz Orphee de Blins nie tylko odniosła sensacyjne zwycięstwo, ale dokonała tego w stylu nieczęsto oglądanym na pardubickim torze, prowadząc od startu do celownika, gdzie nad drugim koniem uzyskała przewagę aż 16 długości. W pobitym polu zostawiła m.in. trzykrotnego zwycięzcę tej gonitwy Tiumena, którego dosiadał legendarny Josef Vaňa.

Gonitwy przeszkodowe to główna specjalność Grzegorza W. Wróblewskiego, ale w swojej bogatej trenerskiej karierze wygrywał również znaczące gonitwy płaskie. W 1995 r. przywiózł na Służewiec (z Sopotu, gdzie miał stajnię) ogiera Numerous i zdobył Błękitną Wstęgę Derby, a w 2010 r. trenowany przez niego w Czechach Hefaistos zwyciężył na Służewcu w gonitwie KMET Cup Mile. Ma również w trenerskim dorobku zwycięstwa w czeskich i słowackich klasykach: Oaks w Moście (2009 Rabbit Zamindar) i Jarni cena klisen w Pradze (2013 Nidara) oraz Vel’ka jarna cena w Bratysławie (2009 Funny Valentine).

W trenerskiej karierze Grzegorz W. Wróblewski prowadził wyścigową stajnię w Szwecji, Polsce, Zjednoczonych Emiratach Arabskich, we Włoszech i w Czechach. Ciekawym epizodem był szczególnie pobyt na Bliskim Wschodzie, gdzie zachęcony przez szejka Mansoora, właściciela piłkarskiego klubu Manchester City, trenował konie arabskie. Dlaczego opuścił rajskie Emiraty? Bo jak powiedział kiedyś w wywiadzie, zamiast pracy w komfortowych warunkach, ale niedającej pełnej satysfakcji, wybrał robienie tego, co lubi najbardziej. A najbardziej lubi trenować konie przeszkodowe. I marzy o wygraniu Grand National w Liverpoolu.

- Rodzinną tradycję kontynuuje syn Patryk, który stara się iść w moje ślady w trenerskiej karierze, prowadząc małą stajnię wyścigową na Służewcu. Trenerem koni jest również jego mama, Iwona Wróblewska, która ma pod swoją pieczą konie ze stadniny w Kozienicach.

Od 2009 r. Grzegorz W. Wróblewski pracuje w Czechach, gdzie najpierw prowadził stajnię Rabbit, a od trzech lat jest trenerem w stajni DS Pegas, gdzie ma wszystko, czego trenerska dusza może zapragnąć, z basenem dla koni włącznie. W Czechach założył również rodzinę, a jego trzyletni synek Greg regularnie dosiada swojego kucyka imieniem Matylda.

- Jeżeli wyścigi w Polsce będą się dalej rozwijać, chętnie wrócę do kraju - deklaruje Grzegorz W. Wróblewski.

Piotr Pękala
Fot. Zenon Kisza (www.fotokisza.com)
Grzegorz W. Wróblewski z żoną Ivaną i małym Gregiem dosiadającym swojego kucyka, w otoczeniu rodzinnego zwierzyńca

 

facebook