Nasz portal korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies. Więcej informacji

Nasz portal korzysta z informacji zapisanych za pomocą plików cookies, które pozwalają zwiększać Twoją wygodę. Z plików cookies mogą także korzystać współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W przeglądarce internetowej można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Dla Twojej wygody założyliśmy, że zgadzasz się z tym faktem, ale zawsze możesz wyłączyć tę opcję w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystanie z naszego serwisu bez zmiany ustawień dotyczących plików cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci komputera. Więcej informacji można znaleźć na stronie Wszystko o ciasteczkach.

tło
pl|en
Końska dawka emocji!
Menu

Żeby pisać, trzeba wiedzieć

2019-04-19
Fot. Agata Władyczka

Żeby pisać, trzeba wiedzieć

Motto: Ten człowiek w życiu słowa prawdy nie powiedział.
Miś. reż. Stanisław Bareja

W osiedlowej gazecie Ursynowa „Passa”, pisujący tam Tadeusz Porębski poświęca krótki akapit Wrocławskiemu Torowi Wyścigów Konnych - Partynice:

„Na koniec słów kilka o wrocławskich Partynicach, bo i tam wrze. Dyrekcja wrocławskiego toru poskarżyła się w Sejmie, że Polski Klub Wyścigów Konnych odmówił współfinansowania sezonu 2019, tak jakby PKWK był do tego zobligowany ustawowo. Tymczasem okazuje się, że w WTWK Partynice brakuje kasy na organizację gonitw, ale nie na wynagrodzenia pracowników. Z moich informacji wynika, że w latach 2017 – 2019 wzrosły one o 27 proc., konkretnie aż o 1.053.680 zł! To bardzo dużo, zważywszy, iż we Wrocławiu zabrano etaty trenerom, zmuszając ich do zarejestrowania własnej działalności gospodarczej. Mówi się coraz głośniej o przeznaczaniu ogromnych środków na zagraniczne wojaże kierownictwa toru Partynice.

Zadałem pytanie na ten temat w trybie ustawy Prawo Prasowe i czekam na odpowiedź. Skarżąc się na rzekomą dyskryminację, Partynice zapominają, że oprócz Wrocławia funkcjonują także hipodrom w Sopocie i tor w podkrakowskim Buczkowie, które również liczą na dotacje z kasy PKWK. A przecież jest jeszcze Służewiec, największy tor wyścigowy w kraju z największą liczbą dni wyścigowych. Do sytuacji na Partynicach odniosę się szerzej po otrzymaniu odpowiedzi na zadane pytania.”

Taki mały akapicik, a autor pomieścił w nim tak wielką ignorancję dla faktów.

Po pierwsze: nie wie, albo nie chce wiedzieć, że Polski Klub Wyścigów Konnych  przez ostatnie lata rokrocznie obejmował patronatem i sponsoringiem gonitwy na wrocławskim torze, ale w ubiegłym wywiązał się jedynie z połowy deklarowanej kwoty, a w tym roku wycofał się w ogóle, stawiając Wrocław w trudnej sytuacji.  Autor argumentuje, że przecież PKWK nie ma ustawowego obowiązku finansowania wrocławskich gonitw. 

Nie ma. 

Ale jest Polskim Klubem Wyścigów Konnych, który powinien wspierać wszystkie polskie tory. Autor wprawdzie używa argumentu z tej półki, tłumacząc, że przecież PKWK ma jeszcze podkrakowski Buczków, Sopot no i sam Służewiec. 

Zgoda, ale dlaczego nie Wrocław?

Dalej autor pisze tak: „z moich informacji wynika, że w latach 2017-2019 płace na wrocławskim torze wzrosły o 27 proc.Tak płace wzrosły, ale o 16,22 proc.  To dobrze, bo trzeba ludziom płacić jak najlepiej za ich pracę. Wrocławski Tor Wyścigów Konnych - Partynice jest jednostką budżetową miasta. O jego budżecie decyduje Rada Miasta, czyli o wydatkach na wynagrodzenia też. 

Z dumą trzeba powiedzieć, że tor to dzisiaj wielki plac  budowy. W czerwcu stanie się otwartym parkiem dla mieszkańców Wrocławia, zrealizowanym za unijne pieniądze. 3,5 kilometrowa ścieżka wokół bezpiecznie ogrodzonego toru będzie nie lada atrakcją dla ludzi. Do  końca roku powstaną dwie nowe stajnie wyścigowe i hala dla rekreacji. Dzisiaj pracują na tym wielkim, ponad 74 hektarowym terenie, 53 osoby (traktorzyści, stajenni, instruktorzy, spawacze, stolarze, kierowcy, operatorzy maszyn, elektrycy, budowlańcy, księgowi, marketingowcy).

Nasz  tor to przedsiębiorstwo konne, z naciskiem na: konne. Nie tylko wyścigi. Jego drugą, równoważną, nogą jest rekreacja  i - lada moment - sport jeździecki. Działająca w ramach  tego projektu Wyższa Szkółka Jazdy co miesiąc ma prawie trzy tysiące lekcji, głównie dla dzieci ze szkół podstawowych. To dla realizacji tego celu ponad połowa ze stawki 45 partynickich koni, to kuce. Tor prowadzi programy dla niewidomych, dla pensjonariuszy  poprawczaków i dla dzieci z Domów Dziecka. Organizuje także półkolonie miejskie. 

Tor nie jest, jak myśli pan Porębski, li tylko miejscem gry w konie. We Wrocławiu to miejsce spotkań. 

Trzeci partynicki cel i kierunek działania  to szkolenia. Tu przyjeżdżają trenerzy najwyższej światowej klasy z różnych dyscyplin jeździeckich, bo taki program tor sobie założył. 

Autor pisze, że we Wrocławiu „zabrano etaty trenerom, zmuszając ich do zarejestrowania własnej działaności gospodarczej”. To jest konstatacja, sorry,  idiotyczna. Prawda jest taka, że rzeczywiście od 2015 roku wrocławscy trenerzy mają swoje działalności,  ale skorzystali  też z pięcioletniego programu wspierającego ich wejście na wolny rynek. Dostali szansę i niektórzy ją wspaniale wykorzystali, vide: Michał Borkowski, który z Fazzą Al Khalediah osiągnął największy sukces w całej historii polskich wyścigów konnych wygrywając na Longchamp Qatar Arabian World Cup w październiku ubiegłego roku.

W 2015 roku we Wrocławiu wydarzyło się to, co przed laty na Służewcu -  skończył się PRL. Autor chwali się, że od 46 lat zajmuje się wyścigami. Hmm, i przez te wszystkie lata nie dotarło do niego, że trener wyścigowy, to niezależna instytucja? Nie pojął, że gdyby Wrocław albo Totalizator Sportowy mieli trenerów na etatach, to o startach koni decydowałby jakiś dyrektor pionu startowego, jakiś urzędnik zza  biurka, a za kontuzje koni trzeba by płacić roszczeniowym właścicielom ogromne odszkodowania?

I dalej pisze ten pan: „mówi się coraz głośniej o przeznaczeniu ogromnych środków na zagraniczne wojaże kierownictwa toru Partynice”. Dziennikarz, nawet o podstawowym warsztacie nie napisałby „mówi się”, bo dziennikarz wie albo nie wie. „Mówi się” może powiedzieć pani Zosia pani Basi.

Rzeczony pan rzeczywiście zadał pytanie o to,  ile kosztowały zagraniczne wyjazdy kierownictwa wrocławskiego toru w latach 2017 - 2018 i jakie koszty reprezentacyjne poniósł tor w tych latach.

Wrocławski tor to nie NBP,  odpowiada każdemu obywatelowi, który pyta, żadna tajemnica, nie trzeba udawać dziennikarza:

Wyjazdy służbowe:
2017 - 6 924,7 zł (w tym: dyrekcja - 6 574,52; kierownicy - 350,18)
2018 - 11 644,89 zł (w tym: dyrekcja - 4 261,69; kierownicy - 7 383,20)

Wydatki reprezentacyjne:
2017 - 1 795,60 zł
2018 -  5 385,00 zł

Dodam tylko, że w najbliższych latach wrocławski tor będzie zwiększać liczbę zagranicznych kontaktów. 

Tor u swojego zarania w roku 2013 założył, że będzie europejski. Dziś jest członkiem Euro Equus, elitarnego stowarzyszenia europejskich miast promujących konne dziedzictwo (Jerez de la Frontera, Golega, Waregem, Pardubice, Wrocław) i Crystal Cup, związku 10 renomowanych przeszkodowych torów Europy, ze światową stolicą gonitw przeszkodowych, angielskim Chentelham na czele, z którym tor wrocławski ma szczególnie bliskie kontakty partnerskie i wymienia się ekipami do szkoleń.

A swoją drogą dziwię się, że prezes TVP nie złożył jeszcze propozycji pracy p. Porębskiemu. Do zespołu Wiadomości pasuje jak ulał.

Jerzy Sawka
dyrektor Wrocławskiego Toru Wyścigów Konnych - Partynice

 

 



facebook